Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego mimo stałego wzrostu, rozwoju, osiągania kolejnych ważnych dla Ciebie rzeczy, nadal nie czujesz się spełnionym? Zauważyłeś, że często, choćbyś nie wiem co zrobił, ciągle jest za mało. Ciągle można więcej i więcej?
Ta gonitwa trwa w nieskończoność, a mało kto choćby przez moment zastanowi się jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy. Wierzę, że dzisiejsze nagranie zainspiruje Cię do popatrzenia wgłąb siebie.
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się jak wiele robisz tylko i wyłącznie po to, by otrzymać aprobatę innych? By ktoś w końcu dostrzegł Twoje starania i powiedział Ci, że już jesteś wystarczająco dobry?
Temat jest bardzo istotny i głęboki, a dotyczy niemalże każdego.
Bo niemalże każdy z nas bierze udział w tej gonitwie. Zazwyczaj kompletnie nieświadomie. Wkładamy masę energii, by otrzymać od innych akceptację i miłość, frustrujemy się i dołujemy, gdy tak się nie dzieje. Czujemy się wartościowi tylko wtedy, gdy mamy koło siebie kogoś, kto potwierdza nam naszą wyjątkowość i wspaniałość, a gdy tej osoby nie ma, czujemy pewien rodzaj wewnętrznej pustki. Zresztą, to nawet nie musi być człowiek. Często przyklejamy swoją wartość do osiągnięć, tytułów czy tym podobnych, zapominając o czymś, co jest znacznie ważniejsze.
Równie często niezależnie od tego co zrobimy, ile pochwał zbierzemy, w środku nadal nie czujemy spełnienia, nie mówiąc już nawet o jakimkolwiek szczęściu. Wiele też robimy, by to wszystko zagłuszyć i zamiast popatrzeć w głąb siebie, stale szukamy na zewnątrz. Nieustannie gonimy za czymś co rzekomo ma nam to szczęście dać. I tak w kółko.
Tylko widzisz, nie tędy droga.
Dzisiejszy materiał jest zdecydowanie jednym z głębszych i ważniejszych spośród tych, które kiedykolwiek wstawiłem na swój kanał. Trwa godzinę. Jednak o wiele ważniejsze jest to, ile czasu po jego obejrzeniu przeznaczysz na to, by zastanowić się nad tym jakże odmiennym dla wielu sposobem myślenia. To jedna z zasad, którą po prostu trzeba żyć.
Wcześniejszy materiał dotykał kilku wybranych przyczyn, które blokują nas, mężczyzn. W dzisiejszym natomiast podaję kilka sposobów na to, by zacząć nad nimi pracę.
Ten film również uważam za bardzo istotny, ponieważ mam świadomość tego, jak bardzo powszechnych trudności on dotyczy, Kwestie, o których mówię, nie są do ogarnięcia w ciągu jednego dnia. Wiem, byłoby łatwiej. Jednak praca z emocjami i swoją psychika to proces i tak sugeruję do niej podchodzić. Im wcześniej zaczniesz, tym lepiej dla Ciebie. W końcu chodzi o jakość Twojego życia.
Każdy facet w swoim zetknął się z tekstami, których nigdy nie chciał usłyszeć. „zmężniej”, „dorośnij”, „coś między nami wygasło”, „byłeś dla mnie za dobry”, „zostańmy przyjaciółmi”, itp.
Bolały. Nawet bardzo. Ale czy wnosiły coś do życia? Czy dawały instrukcję co zrobić, by w przyszłości nie popełniać tych samych błędów? Czy sam byłeś na tyle zmotywowany, by wyciągnąć wnioski, przyjrzeć się własnym zachowaniom i coś w końcu zmienić? Czy bardziej pogrążałeś się w rozpaczy, użalając się nad sobą i całym światem?
W dzisiejszym materiale, który uważam za szalenie istotny, przyjrzymy się kilku czynnikom, które dosłownie zabijają Twoją męskość. Wiem, to nie jest wygodne. W szczególności, gdy któryś z tych punktów dotyczy Ciebie, a dotyczy na pewno. Jednak bez zrozumienia tych głębszych przyczyn, trwała zmiana nie jest możliwa.
Sprawdź zatem ten film. Szczerze popatrz w głąb siebie i daj sobie chociaż kilka minut na refleksję. Możesz też podesłać ten wpis kilku kolegom, bo niestety wielu z nas nie tylko nie wie gdzie szukać odpowiedzi, ale nawet nie wie jakie pytania sobie zadać.
P.S. Panowie! Jeszcze nie zdradzę szczegółów, ale zarezerwujcie sobie czas wieczorem 9 czerwca. Something BIG is coming!
Choć już od kilku lat prowadzę swój biznes, nie czuję się jeszcze na tyle kompetentny, by jakkolwiek o tym uczyć. Jednak, w przypadku posiadania własnej działalności myślę, że każdy wcześniej czy później zwraca uwagę na niesamowicie ważny aspekt pracy – produktywność.
Oczywiście, temat ten jest równie przydatny, jeśli się pracuje dla kogoś. W końcu, podnosząc swoją produktywność, możemy zwiększyć także efektywność. Gdy tak się stanie mamy większą szansę na podwyżkę, awans lub uzyskanie większego dochodu. Zresztą, tu nie chodzi o same pieniądze. Nie wiem jak Ty, ja po prostu czuję się bardziej spełniony, gdy widzę, że dokonałem czegoś ważnego i zrobiłem to jak należy albo lepiej niż przypuszczałem.
Nagranie, które masz przed sobą, to nie są suche teorie z kolejnej książeczki, które ładnie brzmią i wprawiają w zachwyt. Bazuję na swoim doświadczeniu, patrząc zarówno jako człowiek, który zatrudnia i zleca innym do wykonania masę różnych zadań, jak i ktoś, kto pracował podczas wielu sesji z ludźmi właśnie w kontekście podniesienia efektywności.
Przyczyn odkładania rzeczy na później może być wiele. Do najbardziej popularnych z nich, z którymi borykał się chyba każdy należą:
1. Obawa, że nie jest się w stanie wykonać zadania wystarczająco dobrze
Po co mamy robić coś, jeśli nasze wysiłki i tak nie zostaną docenione? Jeżeli trzeba będzie wszystko poprawiać lub, co gorsza, zaczynać od początku? Robienie lub poprawianie po kilka razy tej samej rzeczy potrafi nas doprowadzić do szału (zapewne wie o tym każdy, kto choć raz pisał pracę dyplomową…).
2. Brak wiedzy, a zarazem niechęć do poświęcenia czasu na jej zdobycie
Czasami bywa tak, że musimy się z czegoś doszkolić, żeby umiejętnie wykonać swoją pracę. Ta perspektywa może być szczególnie uciążliwa dla osób, które pracują w sposób zadaniowy i lubią „odhaczać” zadania. Proces pozyskiwania wiedzy odwleka tę możliwość w czasie, co wpływa na nas demotywująco.
3. Perfekcjonizm
„Jak mam coś zrobić na 80%, lepiej nie robić tego wcale”, „Nie jestem gotowy/a, by się tego podjąć”. Perfekcjonistyczne podejście skutecznie odciąga nas od podejmowania wyzwań, które mogłyby pozytywnie wpłynąć na nasz rozwój. Nie mniej jednak, tak szczerze, jak często jesteś w stanie z siebie dawać 100%?
4. Trudność ze skupieniem się
Żyjemy w czasach, w których z każdej strony otaczają nas dystraktory. Trudno się oprzeć sprawdzeniu ikonki powiadomienia, a źródeł takich ikonek na telefonie większość z nas ma co najmniej kilka. Podobnie wpływa na nas stres. Jeżeli mamy dużo rzeczy na głowie, tzw. „otwartych historii”, może być trudno przestawić się na tryb „praca”.
5. Obawa przed tym, że zadanie nas w tym momencie przerasta
Często długo zbieramy się do pracy tylko dlatego, że mamy wrażenie, że będziemy musieli się niezwykle wysilić lub długo nasiedzieć, żeby wykonać ją od początku do końca. A, jak wiadomo, nie zawsze jesteśmy w świetnej formie, nie zawsze mamy kilka godzin z rzędu, by poświęcić je na jakieś zadanie, zatem ta wymówka bardzo często przychodzi z pomocą.
Czy zidentyfikowałeś/aś u siebie którąś z tych przyczyn? Jak sobie z nią radzisz? A może borykasz się z innymi trudnościami? Napisz o tym w komentarzu.
Kiedy ostatnio zastanawiałeś się nad tym, w czym tak naprawdę jesteś dobry? Czy zgodzisz się ze mną co do tego, że wielu z nas spędza całe życie wykonując pracę, za którą, delikatnie mówiąc, nie przepada? A co by było, gdyby tym osobom udało się odkryć to, w czym są naprawdę dobrzy, lepsi od innych? Czy ich kariera potoczyłaby się inaczej? Zapewne.
Żyjemy w dużym pośpiechu, w którym łatwo o zachwianie priorytetów. Często głównym z nich stają się pieniądze. Niestety, dobra materialne mają to do siebie, że potrafią przesłonić nam to, co jest naprawdę ważne.
I w taki właśnie sposób możemy się obudzić po x latach wykonywania pracy, która wyniszcza nasze zdrowie, kradnie nam czas, który moglibyśmy poświęcić rodzinie, doprowadza nas na granicę wytrzymałości, etc. A co dostajemy w zamian? Bezpieczeństwo finansowe. Możliwość spłacenia kredytu. Szansę na spełnienie swoich marzeń, o ile urlop na to pozwoli.
Decyzję o podjęciu takiej pracy często podejmujemy z myślą o tym, że jest tylko „na chwilę”, „aż trochę zaoszczędzę”, „dopóki się nie odkuję”, ale z czasem okazuje się, że jesteśmy w stanie się przyzwyczaić do robienia czegoś, za czym nie przepadamy. Zrezygnowanie z posady utrudniają kolejne awanse, podwyżki, wizja tego, że „może, jeśli się jeszcze trochę przemęczę, będzie inaczej”.
Wierzę, że znasz podobne sytuacje z autopsji.
Na czym zatem polega problem?
Na tym, że przestajemy siebie słuchać i obserwować. Co prawda kiedyś mieliśmy pracę, która dawała nam satysfakcję, ale „trzeba było w końcu wydorośleć”. Co prawda mieliśmy hobby, które pozwalało nam się zrelaksować, ale z czasem coraz trudniej było znaleźć na nie czas pośród wciąż przybywających obowiązków.
Rezygnując na stałe z rzeczy, które sprawiają nam radość, powoli, dzień po dniu pozwalamy się pochłonąć rutynie. Wiesz, że na co dzień stresujesz się tyle, że już nawet tego nie zauważasz, ale wizja przewrócenia Twojego życia do góry nogami napawa Cię lękiem.
I czasami tak już zostaje. Bo tak jest bezpieczniej. Bez wychylania się.
Na szczęście, niektórzy z nas znajdują w sobie moc do zmiany takiego stanu rzeczy, ale zanim rzucisz się na głęboką wodę, dobrze byłoby się zastanowić, co dokładnie sprawia, że nie lubisz swojej pracy. Inaczej, za jakiś czas możesz się zorientować, że nowe zajęcie działa na Ciebie równie zniechęcająco.
A zatem, co dokładnie sprawia, że chcesz zmienić firmę lub stanowisko:
Jeśli dobrze zidentyfikujesz źródło problemu, łatwiej Ci będzie znaleźć na niego konkretne rozwiązanie. Zazwyczaj nie jest tak, że absolutnie wszystko w naszej pracy nam nie odpowiada. Czasami nawet jedna rozmowa może poprawić nasze warunki.
Z doświadczenia wiem, że ludzie nie lubią konfrontacji – a taka np. rozmowa o podwyżkę w naszej głowie potrafi urosnąć do problemu niewyobrażalnej skali.
Jeśli masz pewne trudności z podjęciem dyskusji, spróbuj rozważyć za i przeciw. Pomyśl o tym, ile może trwać ta “konfrontacja” i co możesz zyskać, jeśli się na nią zdecydujesz.
Myślę, że dobrze wiesz, że im dłużej będziesz zwlekać ze zmianą aktualnej sytuacji, tym bardziej będzie Cię ona frustrować. Uważasz, że warto jeszcze zwlekać?
Jeżeli masz za sobą podobne dylematy, koniecznie daj znać, jak sobie z nimi poradziłeś/poradziłaś. Podziel się swoją historią, by zainspirować innych, by pokazać, że się da.
Gdybyś miał w jednym zdaniu zaprezentować siebie, co byś powiedział? Na jakie mocne strony położyłbyś nacisk?
Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, w czym tak naprawdę jest dobra.
Dorastaliśmy w świecie, w którym rzadkością było wspieranie naszej indywidualności, kreatywnego sposobu myślenia. Nie kładziono nacisku na to, byśmy doprowadzali do perfekcji to, w czym już jesteśmy dobrzy, a bardziej skupiano się na brakach, które należało uzupełnić.
Teraz wydaje się to dość absurdalne, ale system publicznego szkolnictwa ani drgnął.
Trudno jest być co najmniej dobrym we wszystkich dziedzinach życia.
Każdy z nas ma obszary, w których sukcesy przychodzą mu z łatwością oraz te, o których nawet nie chce myśleć.
I to jest pierwsza wskazówka do odkrycia swoich mocnych stron.
Zacznij od dzisiaj obserwować i notować to, czego robienia sprawia Ci przyjemność, czynności, do których tęsknisz, zadania, których wykonywanie Cię wzmacnia.
Jednocześnie obserwuj także te obowiązki, które wykonujesz, ale sama myśl o nich Cię osłabia lub przekładasz ich wykonanie w nieskończoność.
Zwracaj uwagę na każdy, najdrobniejszy nawet aspekt.
Kiedy po kilku tygodniach poczujesz, że lista jest kompletna, przyjrzyj się jej uważnie i zastanów się, jakie wnioski z tego możesz wyciągnąć.
Pomyśl, czy jesteś w stanie wprowadzić do swojego dnia więcej momentów, które Cię wzmacniają i zredukować liczbę tych, które powodują grymas na Twojej twarzy.
Daj sobie chwilę na przemyślenie tego, jakie Twoje zdolności sprawiają, że niektóre zadania przychodzą Ci z łatwością. Na przykład, jeżeli łatwo odnajdujesz się w roli lidera grupy i chętnie przejmujesz kontrolę nad planowaniem wyjazdów czy wyjść dla swojej rodziny i znajomych, zastanów się, jakie Twoje cechy sprawiają, że wychodzi Ci to lepiej od innych. Otwartość na ludzi? Umiejętność podejmowania decyzji? Zdolności mediacyjne? Doskonała znajomość tematu, dzięki czemu ludzie ufają Twoim wyborom?
Postaraj się w ten sposób przeanalizować listę, którą przygotowałeś.
Jeśli jesteś gotowy, podziel się tutaj swoimi wnioskami.
W dzisiejszych czasach pewność siebie postrzegana jest jako cecha, która może wiele ułatwić w życiu. Jeśli znasz swoją wartość i cenisz się wysoko, raczej nie zadowolisz się pracą, której nie lubisz czy partnerem, z którym się nie dogadujesz.
Czemu Twoja samoakceptacja i wiara we własne możliwości czasami są podkopane?
Podpinasz poczucie własnej wartości pod rzeczy ulotne
Jeżeli ktoś całe swoje życie czuł się lepszy od innych, ponieważ miał ubrania, perfumy, samochody, nieruchomości, na które nie stać większości ludzi, trudno tu mówić o prawdziwej pewności siebie. Wyżej wymienione rzeczy bywają ulotne, a jeżeli to one są przyczyną Twojego dobrego samopoczucia, w pewnym momencie możesz zostać z niczym.
Podpinasz poczucie własnej wartości pod ludzi
Tak to już działa, że ludzie przychodzą i odchodzą. Nigdy nie mamy pewności co do tego, jak długo pozostaną w naszym życiu, dlatego warto dobierać sobie towarzystwo, które faktycznie wnosi do naszej codzienności dobre praktyki. Najbardziej znanym i często powtarzającym się motywem jest podpinanie pewności siebie pod atrakcyjnego/dobrze sytuowanego partnera/partnerkę. I co się dzieje, jeśli taka osoba znika z naszego życia? Często czujemy, że byliśmy niewystarczająco dobrzy. I cała samoakceptacja, zadowolenie z życia, wiara we własne umiejętności przynajmniej na chwilę legła w gruzach.
Przejmujesz się opinią innych
Dobrze jest umieć funkcjonować w społeczeństwie i nie krzywdzić swoim zachowaniem innych ludzi. Ale to jest maks, o który powinniśmy się martwić. A często zupełnie niepotrzebnie przejmujemy się całą masą innych rzeczy.
Nie kupimy czegoś, bo inni mogą pomyśleć, że taki zakup jest zbyt awangardowy, drogi, bezsensowny, a może właśnie zbyt pospolity. Nie zaryzykujemy pogoni za marzeniami, bo co sobie ludzie pomyślą, jak się nie uda? Nie wyłamiemy się z szeregu, bo co sobie rodzina pomyśli? I zazwyczaj chodzi tu o rodzinę, której nie widziało się od dobrych kilku lat. Nie rzucimy pracy, której nienawidzimy, bo jak zareaguje partner/partnerka?
Przyjmujesz to, co inni o Tobie myślą
W tym przypadku bardzo często podaję przykład mężczyzny, który boi się zagadać do obcej kobiety na ulicy. W środku dnia. Na trzeźwo. Bez żadnego powodu czy “zasłony dymnej”.
Dlaczego tak się tego obawia?
Bo boi się, że ta kobieta coś sobie o nim pomyśli albo, co gorsza, powie mu, co o nim myśli. I później taki człowiek będzie się zastanawiał przez kilka dni czy faktycznie jest taki, jak postrzega go obca kobieta.
Wiem, że znasz podobne sytuacje, kiedy ktoś Ci powiedział coś na Twój temat, a Ty spędziłeś/aś zbyt wiele czasu na zastanawianiu się czy ta przypadkowa osoba przypadkiem nie zauważyła w Tobie czegoś, czego sam/a w sobie nie dostrzegasz. I co jest do natychmiastowej zmiany.
Prawda jest taka, że nikt z nas nie jest idealny i zawsze będziemy spotkać ludzi, którzy nas nie polubią. To jednak nie oznacza jeszcze, że trzeba brać opinię takiej przypadkowej osoby sobie do serca.
Mamy dziwną skłonność do przejmowania się tym, co myślą o nas obcy ludzie, bez próby podjęcia najmniejszej refleksji na temat tego, czy są to osoby na tyle wartościowe, by dawać nam jakiekolwiek wskazówki.
Podsumowując:
Trudno jest być pewnym siebie, jeżeli przez większość czasu nie jesteśmy… sobą, a tylko spełniamy zachcianki ludzi naokoło.
Trudno jest znać swoją wartość, jeżeli odbija się ona w przedmiotach czy ludziach, którzy nie są i nigdy nie będą pewniakiem w naszym życiu.
A Ty? W jaki sposób pracujesz nad pewnością siebie?
Samotność to zmora współczesnych czasów. Między innymi to właśnie z lęku przed samotnością potrafimy wchodzić w relacje, które nie mają szans zaspokoić naszych potrzeb.
W jaki sposób kobiety radzą sobie z tym uczuciem?
Bardzo często kończy się to tak, że kobieta, zmuszona do działania w pojedynkę, staje się na tyle samodzielna, że nie potrzebuje, nie szuka wsparcia partnera. W końcu jest w stanie ogarniać milion rzeczy w ciągu doby.
Nie mniej jednak, często przychodzi taki moment, że dochodzi do wniosku, że jednak łatwiej, przyjemniej jest rozłożyć obowiązki po równo na siebie i partnera. W tym momencie wkracza tzw. pizduś. Pizduś, a w oczach kobiety nieoszlifowany diament, czyli mężczyzna, który tak naprawdę zupełnie Cię nie odciąża, a z czasem wręcz stanowi kulę u nogi.
Jeżeli kiedyś udało Ci się oszlifować taki diament, koniecznie daj znać w komentarzu jak dokładnie tego dokonałaś 😉
Niestety, najczęściej okazuje się, ze diament jest niemożliwy do oszlifowania, a silna kobieta uświadamia sobie, że zmarnowała czas z osobą, która nie spełniała wielu jej potrzeb, poza jedynie jedną – poczuciem bezpieczeństwa.
Jeśli kwestia samotności jest Ci bliska, koniecznie zobacz poniższe nagranie.