Dzisiejszy wpis jest bardziej informacyjny niż zazwyczaj. Będę do niego z czasem odsyłał ludzi, którzy dopytują skąd u mnie takie treści. Ale po kolei. 

Długo zbierałem się do tego, by napisać cokolwiek z tematyki biznesowej. Odkąd pamiętam, mam wysokie standardy i nie wypowiadam się na tematy, o których nie mam nic sensownego i wartościowego do powiedzenia. Przez długie lata nie mówiłem w tym temacie nic, uważając że wciąż za mało wiem, za mało potrafię i nie mam jeszcze odpowiedniego doświadczenia. To jednak nie jest punkt widzenia.

Oczywiście, nadal uważam siebie za początkującego, jednak korzystając z taktyki Gary’ego Vee „dokumentuj zamiast tworzyć”, zdecydowałem, że do wszystkich treści, które tworzę dodamy także i ten obszar. Dla absolutnej jasności, nie zdradzę Ci sekretnego sposobu jak zarabiać miliony pracując dwa dni w tygodniu. Jeśli chcesz poczytać bajki, to mi fajnie czytało się kiedyś Harry’ego Pottera – możesz sprawdzić. Tutaj będę bardziej mówił o tym jak wielki wpływ na pracę ma psychika, emocje i nastawienie. 

Tę decyzję podjąłem z kilku powodów.

Pierwszym z nich jest to, że odkąd tylko pamiętam fascynowała mnie ludzka psychika i wszystko co z nią związane. Nie widzę jednak zbyt wielu wartościowych i przydatnych treści dla przedsiębiorców, które by się skupiały na ich trudach i zmaganiach od tej właśnie strony. 

Na pewno też nie widzę praktycznych narzędzi, które w tych problemach skutecznie pomagają. Jako że życie przedsiębiorcy do usłanych różami nie należy, to i wszelakich problemów jest od groma. Te bardziej znane, o których wciąż mówi się za mało konkretnie, to na przykład: jak zwiększać obroty, ciąć koszty, usuwać trudności w zarządzaniu, jak ważne jest skalowanie, itd. 

Są także te, o których nawet sami właściciele firm głośno nie mówią, jak np.: nieumiejętność radzenia sobie ze stresem, ogromna odpowiedzialność jaką biorą na siebie, brak kompetencji komunikacyjnych, utożsamianie się z własną firmą i branie wszystkich porażek personalnie, brak umiejętności odpoczywania i wieczne myślenie o pracy, słabo zmotywowani pracownicy czy wypalenie i związane z nim epizody depresyjne. Nie wspominając już o problemach relacyjnych w życiu osobistym (które często nie istnieje) czy wszelkich dolegliwościach zdrowotnych.

Właśnie te zagadnienia są dla mnie najbardziej interesujące. Dlaczego, zapytasz. Cóż, to wiąże się z kolejnym powodem. 

Powodem numer dwa jest to, że sam w mniejszym lub większym stopniu zmagałem się z tymi trudnościami, a nad niektórymi pracuję nadal. Zamiast zatem powoływać się na ładnie brzmiące teorie z amerykańskich książek, wolę odwoływać się do czegoś co znam i rozumiem bardziej -do własnych doświadczeń.

Trzecim czynnikiem, dość egoistycznym, jest fakt, że lubię pracować z tą grupą docelową.  Bo widzisz, przedsiębiorca to taki specyficzny rodzaj człowieka. Z natury jest bardziej decyzyjny, interesuje go tylko to co działa, jest konkretny, zdeterminowany, pomysłowy, słowny, rzetelny i jak się w coś angażuje, to robi to na maksa. Jeśli natomiast taki nie jest, to jego biznesik roztrzaska się szybciej niż wystartował. I to z hukiem. 

Przedsiębiorcy to też dość specyficzna grupa, ponieważ wręcz naturalnie szukają odpowiedzi, które pomogą im, ich pracownikom i całym firmom. Problem polega na tym, że nie zadają sobie odpowiednich pytań, ponieważ ich nie znają.

Powód czwarty. Przedsiębiorcę zrozumie tylko przedsiębiorca. W jednym z wywiadów, wspomniany już wcześniej Gary, ujął w piękną metaforę to, co to właściwie oznacza bycie przedsiębiorcą: „Jesteś strażakiem. Codziennie gasisz całą masę pożarów”. Wzorowo powiedziane.  

Właściwie, oprócz tego, bierzesz na siebie ogrom odpowiedzialności, często pracujesz znacznie więcej niż kiedykolwiek myślałeś, że będziesz, od Twojej jednej decyzji i jej szybkości może zależeć los danego projektu (a czasem także i firmy), od jakości Twojej pracy zależy także wynagrodzenie Twojego zespołu i wiele innych.  

Na dodatek, choć brzmi to dość sadomasochistycznie, musisz to prawdziwie kochać. Jeśli jest inaczej, nie przetrwasz. 

Pięć. Męczy mnie to, co widzę w sieci. Choć to temat na kolejny, bardzo duży wpis. Ta cała masa ekspertów, których treści są o niczym, przedstawione w tandetny sposób, o wynikach nawet nie wspominając. Zamiast jednak marudzić czy stękać, wolę zrobić coś wartościowego dla innych. Internet jest duży, toteż każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Wiem, że obecnie modne są różne motywacyjne i ckliwe teksty o tym, że „możesz wszystko, jeśli naprawdę tego chcesz”, filmiki, których jedynym przesłaniem jest to, że „masz cisnąć”, albo instastory pokazujące rzekomy „hustling”, choć niestety na ogół są one wstawiane przez osoby, które nawet nie rozumieją znaczenia tego słowa. Nie zamierzam bawić się takimi rzeczami, bo za bardzo cenię sobie Twój i swój czas. 

No i w końcu sześć. Cała ta tematyka krąży wokół mojej głównej wartości w życiu, która jednocześnie stanowią jedną z głównych misji mojej firmy – zwiększania poziomu świadomości. Niestety, jak wszędzie, tak i u wielu przedsiębiorców widzę ten sam problem – brak znajomości swoich silnych i słabych stron, brak zrozumienia oraz prawidłowego zaspokajania swoich potrzeb, czego naturalną konsekwencją jest nieznajomość silnych i słabych stron swoich pracowników, brak znajomości ich potrzeb, a o ich prawidłowym zaspokajaniu nie ma nawet mowy. Jak się zapewne domyślasz, to skutkuje niezbyt wydajnym zespołem, masą konfliktów i niepotrzebnych spięć, słabą motywacją i mizernymi wynikami. 

Dobra. To miał być informacyjny wpis, a trochę się rozpisałem. Przy okazji, sprawdzimy ile osób w dzisiejszych czasach czyta jeszcze posty na blogach. Dlatego też daj znać, że tu dotrwałeś. Natomiast, jeśli masz swój biznes, napisz w komentarzu z jakimi problemami się zmagasz? Czego potrzebujesz, by wejść na wyższy poziom? Dzięki za każdy komentarz!